Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Efekt Gęsickiej czy syndrom Kuchcińskiego

Treść

Zmiana na stanowisku przewodniczącego Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości była zaskoczeniem, bo nic do tej pory nie wskazywało na to, że Przemysław Gosiewski straci tę ważną funkcję. Niewątpliwie taki krok Jarosława Kaczyńskiego jest podyktowany przede wszystkim strategią wyborczą.
Przewodnicząca klubu Grażyna Gęsicka ma ocieplić wizerunek PiS nie tylko dlatego, że cieszy się większą sympatią mediów niż Gosiewski i doceniana jest np. jej praca na stanowisku ministra rozwoju regionalnego. Jest też pierwszą kobietą w historii Sejmu III RP, która kieruje klubem parlamentarnym, co ma pokazać, jak "postępowy i nowoczesny" jest PiS. Ma to również spowodować, że partia będzie odbierana jako "sympatyczniejsza". Jarosław Kaczyński nie pierwszy raz sięga po Gęsicką. To ona była jedną z trzech posłanek (obok Aleksandry Natalli-Świat i Joanny Kluzik-Rostkowskiej), które wzięły udział w dużej kampanii wizerunkowej partii w ubiegłym roku. Rozmaicie oceniano efekty tej akcji, ale według badań społecznych, nie spowodowała ona znaczącego wzrostu poparcia dla PiS. Jednak teraz nie chodzi tylko o kampanię wizerunkową.
Nominacja dla Gęsickiej to jednak dość ryzykowny krok ze strony lidera PiS. Nowej przewodniczącej nie można odmówić fachowości i sprawności organizacyjnej, trzeba jednak pamiętać o tym, że funkcja szefa klubu jest dość specyficzna. Przemysław Gosiewski trzymał klub twardą ręką, co wywoływało często niezadowolenie posłów i senatorów twierdzących, że ogranicza on ich swobodę i inicjatywę, dlatego wielu parlamentarzystów z ulgą przyjęło zmianę. Jednak to, co dobre dla posłów i senatorów, nie musi być zawsze dobre dla klubu i partii.
Pani poseł musi mieć w pamięci chybiony pomysł powołania na szefa klubu Marka Kuchcińskiego. Stało się to w 2006 roku, gdy Gosiewski został ministrem, a potem wicepremierem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. I politycy PiS, też z początku zadowoleni ze zmiany, nie najlepiej wspominają ten okres, bo choć nie ciążył już im twardy i momentami oschły Gosiewski, to jednak za Kuchcińskiego klub zaczął gorzej funkcjonować. Kuchciński nie miał bowiem charyzmy i autorytetu tak potrzebnych na tym stanowisku, i to jego w dużym stopniu obarczano także odpowiedzialnością za porażkę w wyborach w 2007 roku. Dlaczego? Bo jego obraz w mediach był, delikatnie mówiąc, niekorzystny, i to często z winy samego zainteresowanego.
Teraz zadanie następczyni Gosiewskiego jest jeszcze trudniejsze, gdyż partia znajduje się w opozycji i musi być cały czas w ofensywie, jeśli myśli o wygraniu wyborów. Pani przewodnicząca będzie musiała często rządzić twardą ręką, jeśli chce zachować nie tylko dyscyplinę w klubie, ale i lepszą skuteczność jego działania. To ona ma przyciągnąć do PiS nowych wyborców, ale uda się to tylko pod warunkiem, że Gęsicka udowodni, iż jest jednym z rzeczywistych liderów partii, a nie tylko "malowaną przewodniczącą".
Grażyna Gęsicka od teraz firmuje wszystkie działania PiS, jest na "pierwszej linii frontu". Będzie musiała brać udział we wszystkich ważnych debatach publicznych, od czego Gosiewski się uchylał. I media niechętne PiS już nie będą wobec niej stosowały taryfy ulgowej. Od lidera oczekuje się w takich sytuacjach nie tylko mądrości i inteligencji, ale także politycznej sprawności, czasami wręcz przebiegłości, ciętego i błyskotliwego języka, odporności psychicznej. Przewodnicząca Gęsicka jeszcze nie była pod taką presją, pod jaką przyjdzie jej teraz działać. Jak sobie z nią poradzi?
Krzysztof Losz
Nasz Dziennik 2010-01-08

Autor: jc